Type a keyword and hit enter to start searching. Press Esc to cancel.

Kilka słów o geoarbitrażu, czyli zaplanuj swoją globalną 🌎 karierę

Kilka słów o geoarbitrażu, czyli zaplanuj swoją globalną 🌎 karierę

Czy kiedyś zastanawiałeś/aś się, dlaczego właściwie żyjesz w miejscu w którym żyjesz? I czy jest to optymalne miejsce, ze względu na Twoje talenty, preferencje czy charakter?

3 miliony niedawnych polskich emigrantów (w tym autor niniejszego bloga) zapewne na którymś etapie mniej lub bardziej świadomie zadało sobie to pytanie. Dla wielu z nich o emigracji zdecydowała konieczność, a o doborze kraju – przypadek, znajomości, język. W przypadku wielu z osób które żyją w kraju, często spory wpływ na miejsce zamieszkania miało pewnie miejsce studiów… Nie mam na to badań, ale podejrzewam, że większość z nas żyje w odległości 100 km od swojego miejsca urodzenia. Takie badania istnieją dla – wykazujących się większą krajową mobilnością – Amerykanów, spośród których wciąż 37% nigdy nie mieszkało poza rodzinnym miastem a 57% poza stanem w którym się urodzili.

Czy można jednak podejść do tematu bardziej systematycznie i zaplanować optymalne dla siebie miejsce zamieszkania? Spotkałem się kiedyś z teorią (niestety nie mogę teraz znaleźć jej źródła), że na różnych etapach życia inne kraje są optymalnym wyborem.

Zastanówmy się więc, jak to wygląda dla osoby o typowej trajektorii zawodowej. której dorosłe życie można podzielić z grubsza na okresy:

  • I. studiowania
  • II. zarabiania
  • III. emerytury

Oczywiście istnieje wiele innych karier, które nie wymagają studiów, pozwalają na sabbaticale itp. Inaczej wygląda życie zawodowego sportowca, muzyka Youtube’owego czy seryjnego przedsiębiorcy… Poniżej skupiam się jednak na bardziej typowym przedstawicielu klasy średniej, który – przynajmniej na pewnym etapie – zmuszony jest posiadać jakąś formę etatu.

Faza I: Studiowanie

W fazie studiowania główne kryteria jakie przychodzą mi na myśl przy doborze miejsca zamieszkania to zapewne jakość studiów, ich cena, uznawalność kwalifikacji w miejscu, gdzie planujemy żyć na etapie II oraz łatwość integracji z lokalną społecznością studencką. Nie studiowałem za granicą, więc nie będę się wymądrzał jak to naprawdę jest, zamiast tego sprawdziłem rankingi najpopularniejszych miejsc do studiowania za granicą: Bez zaskoczenia w rankingach tej kategorii prowadzą kraje Europy Zachodniej, Australia, Nowa Zelandia czy Japonia. W zależności  od rankingu pojawiają się także Chiny i Argentyna (te są dla mnie nieco mniej oczywiste). Zaskakująco, nie wymienia się w tych rankingach Stanów Zjednoczonych (które jak zgaduję przegrywają ceną studiów), pomimo iż są one bardzo popularnym kierunkiem emigracji edukacyjnej, zwłaszcza dla Chińczyków i Hindusów.

W rankingach studiów dla obcokrajowców rzadko figuruje co prawda Polska, natomiast ja – nieco retrospektywnie – uważam, że studia w naszym kraju są akurat całkiem racjonalnym wyborem dla osób znających język polski… O ile osoby planujące etap II w Polsce mogłyby skorzystać na poszerzeniu perspektywy wynikającej ze studiowania za granicą, o tyle – jeśli naszym docelowym miejscem zamieszkania ma być zagranica, a nasz zawód nie podlega lokalnym regulacjom czy specyfice (prawnicy i lekarze więc odpadają) – to studia w Polsce mogą być całkiem tanim i przyjemnym sposobem zdobycia zaawansowanego stopnia naukowego (magister czy doktor za takie uchodzą w miejscach gdzie edukacja jest płatna i większość wybiera licencjat / inżyniera). Do tego korzystamy z wyjątkowo barwnego życia studenckiego jakie polskie ośrodki akademickie oferują i – przy odrobinie szczęścia – kończymy edukację z przyzwoitą wiedzą, masą fajnych wspomnień i bez długów. Z doświadczenia dodam, że ważne jest by (że tak spolonizuję anglojęzyczne powiedzonko) “trzymać oczy na nagrodzie” – t.j. jeśli naszym planem jest praca za granicą, to warto zachować nieco bardziej globalną perspektywę w trakcie studiów, wyjechać w wakacje na zagraniczne praktyki studenckie (to naprawdę świetna przygoda a przy okazji dobra kasa w niektórych zawodach), szlifować język obcy, czytać zagraniczną prasę itd. Gdy podejmiemy studia w rodzimym kraju, potężne siły próbujące nas zatrzymać w mieście naszych studiów wchodzą w działanie i utrzymanie planu wymagać będzie pewnej dyscypliny.

Faza II: Zarabianie

Ta najdłuższa zazwyczaj faza wymaga wyjątkowego namysłu, gdyż w wybranym miejscu (miejscach) spędzimy większość swojego życia. Jeśli chcemy podjąć “optymalną” decyzję, to w sporej mierze ten wybór dyktowany będzie naszym zawodem. Np. fizyczka – chcąc optymalizować swoją karierę – może chcieć wybrać okolice dużego ośrodka badawczego (jak CERN), dla programisty czy przedsiębiorczyni z branży Internetowej sprawdzonym kierunkiem będą huby technologiczne (jak Kalifornia, Izrael, Wielka Brytania, Chile), zaś inżynier prawdziwie rozwinie skrzydła w bliskości laboratoriów badawczych przemysłu np. samochodowego, lotniczego czy kosmicznego (USA, Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy przychodzą na myśl). Te miejsca też często wiązać się będą z najlepszym stosunkiem zarobków do kosztów życia.

W wyborze będziemy ograniczeni nieco kryteriami formalnymi: pozwoleniem na pracę w danym kraju (choć to pracodawcy często sponsorują pożądanym obcokrajowcom), językiem (przynajmniej tym używanym w pracy) i uznawalnością kwalifikacji (a nie mówiłem by to uwzględnić w poprzedniej części? :D). Warto zwrócić uwagę że – tak długo jak jesteśmy w stanie dogadać się w pracy – niekoniecznie musimy znać lokalny język. Np. kilkoro moich przyjaciół z powodzeniem układa sobie życia w Zurychu, pracując po angielsku i jedynie stopniowo ucząc się tamtejszego wariantu języka niemieckiego.

Wiele osób poprzestaje na powyższym toku myślenia, natomiast lata spędzone w różnych miejscach na obczyźnie zwróciły moją uwagę na jeszcze kilka aspektów które aspirujący geo-optymalizator powinien poddać pod swój osąd: Nie wszystkie miejsce stworzone są bowiem równymi pod względem jakości życia. W praktyce ja (i wielu moich znajomych na obczyźnie) w pierwszym szeregu – oprócz potencjału karierowego – wymieniam koszty życia i… pogodę – ona naprawdę ma wielki wpływ na nastrój. W drugiej kolejności warto zwrócić uwagę na poziom zurbanizowania (miasta często wymieniane są jako lepsze dla singli / młodych małżeństw, zaś przedmieścia dla rodzin z dziećmi), dostępność pracy dla podróżującego z nami partnera, otwartość ludności lokalnej na imigrantów (zarówno w warstwie bezpieczeństwa jak i towarzyskiej) itd. Odnośnie tej ostatniej, to single powinni zwrócić uwagę, że miejsca różnią się również “potencjałem randkowym” – np. w Dolinie Krzemowej słyszy się wiele skarg samotnych mężczyzn na wyjątkową konkurencyjność sceny randkowej (dla kawalerów zainteresowanych Amerykańskimi miastami dodam, że Nowy Jork i Los Angeles mają za to przewagę kobiet w populacji), kraje arabskie uchodzą za wyjątkowo trudne w znalezieniu partnera/partnerki dla obydwu płci, zaś Azja Południowo-Wschodnia, Ameryka Łacińska czy Europa Środkowa – wręcz przeciwnie, sprzyjają romansom z localsami. Oczywiście wszędzie można dobrze trafić – ale gdy jesteśmy już przy geo-optymalizacji naszego życia – warto mieć statystykę po swojej stronie 🙂

Jeśli na tym etapie Twoja głowa eksploduje od trudności pogodzenia tych wszystkich ograniczeń to być może znajdziesz pocieszenie w konkluzji, którą ja osiągnąłem: nie ma jednego idealnego miejsca do życia, a jedynie tzw. front Pareta, czyli zbiór wyborów których dalsze polepszenie względem jednego kryterium wymagać będzie poświęcenia innego kryterium. Np. dla mnie zbiór Pareto-optymalnych decyzji na pewnym etapie życia wyglądał następująco (pragnę podkreślić, że to jest bardzo uproszczona (jedynie 2 kryteria) i super subiektywna ocena, w oparciu o moją osobistą sytuację, aspiracje zawodowe, miejsca zamieszkania moich znajomych i rodziny itd.):

 

Istnieje natomiast pewna nadzieja oszukania powyższych ograniczeń za pośrednictwem pracy zdalnej – mega trendu który nabiera właśnie rozpędu. Trend ten bliski jest mojemu sercu (choć sam cenię sobie kontakt interpersonalny który daje kolokacja), toteż jestem jednym z inwestorów w jeden z czołowych startupów w tej dziedzinie – remote-how.com. O inwestowaniu w młode firmy technologiczne napiszę w przyszłości osobnego posta.

Faza III: Emerytura

Trzecią fazą, która rządzi się nieco innymi kryteriami optymalizacji geograficznej jest emerytura. Jeśli myślenie o emeryturze w swoim aktualnym wieku uważasz za nudne, dodam tylko, że niekoniecznie mam tu na myśli ten okres w którym wreszcie otrzymamy po 1000 zł z ZUSu w wieku 65 lat (przy dobrych wiatrach) – w tym wariancie rzeczywiście nasz wybór lokalizacji jest nieco ograniczony, a życie rysuje się mało ciekawie. W jednym z przyszłych postów postaram się przybliżyć czytelnikom ruch FIRE (financial independence / retire early), na tę chwilę pozwolę sobie tylko przyjąć, że emerytura to nie wiek a raczej kwota miesięcznego przychodu, powyżej której można pozwolić sobie na odejście z pracy na etacie. Coraz większa grupa ludzi osiąga taką kwotę nawet przed 40stką. “Emerytura pod palmami” może kojarzyć się nam raczej z kanciarskimi spotami reklamowymi towarzystw ubezpieczeniowych niż realną perspektywą, ale – przeprowadzka do innego kraju w tym wieku jest zupełnie realna, co ilustrują tłumy starszych Brytyjczyków podbijających Portugalię, Niemców którzy upodobali sobie Gran Canarię czy Francuzów wybierających Teneryfę.

źródło: coachellavalleyweekly.com

Do emerytury (nawet wczesnej) mi jeszcze daleko, ale mam pewne przemyślenia o tym, co będzie dla mnie w tej fazie ważne: Koszt życia, dobra opieka zdrowotna, łagodna pogoda, bliskość rodziny i znajomość języka przychodzą tutaj na myśl. I w tej dziedzinie też sporządzono liczne rankingi. Patrząc globalnie, dominują w tych rankingach kraje Ameryki Łacińskiej (może ten boom na język hiszpański w Polsce w końcu się opłaci?), Azja Południowo-Wchodnia, wśród Europejczyków dodatkowo popularnością cieszy się południowa Europa. Jeśli zastanawia Was ile taka emerytura pod palmami może kosztować – jak donoszą rankingi (np. ten) w większości tych krajów para emerytów może się utrzymać za odpowiednik 6000 – 8000 zł miesięcznie. ZUS całości tego nam raczej nie pokryje (ale hej, mówiłem, że etap II warto spędzić poza Polską:)), ale przy sprzedaży mieszkania i pewnej suplementacji oszczędnościami, jest to wykonalne dla większej grupy ludzi niżby się początkowo wydawało. W przyszłości napiszę post o tym jak porządnie wyliczyć ile w takim razie trzeba mieć oszczędności oraz jak przeciętnie zarabiająca para klasy średniej może taki majątek uzbierać.

Mój plan

Stworzyłem ten framework dopiero niedawno, gdy już fazę edukacji miałem za sobą (tę w całości odbyłem w Polsce). W fazie II, nieco przypadkiem w wyniku zamknięcia biura w moim rodzinnym mieście przez mojego ówczesnego zagranicznego pracodawcę, zostałem wystrzelony na orbitę zaskakująco bliską optymalnej dla mojej kariery, toteż przewiduję poprześlizgiwać się pomiędzy różnymi miejscami na moim prywatnym “froncie Pareto”. Faza III jeszcze kilka lat przede mną i myślę, że – zanim odjadę w kierunku zachodzącego słońca do jednej z lokalizacji z rankingów (może czas się wziąć za hiszpański?), spędzę kilka lat w Polsce, blisko rodziny. Pominąwszy kapryśną pogodę i smog w większości miast (który może za kilka lat wreszcie się zmniejszy?), nasz kraj ma zupełnie dobre koszty życia (przynajmniej dla osoby z oszczędnościami zza granicy), tanią prywatną służbę zdrowia, dobrą edukację dla mojej córki, a lokalne więzi i znajomość języka powinny dać mi wystarczająco aktywne zajęcie by się na takiej przedwczesnej emeryturze nie zanudzić.

A jaki jest Wasz plan? Czy myślicie o swojej globalnej karierze w podobny sposób? A może coś mi umknęło? Dajcie znać, drodzy czytelnicy, jaki jeszcze temat zainteresowałby Was na tym blogu w przyszłości… Tymczasem – do usłyszenia w kolejnym poście, tym razem mam nadzieję nieco szybciej.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *